sobota, 7 marca 2015
No to się dostałam. Pół roku spędzę w słonecznej Italii. Cieszę się jak głupia na samą myśl o tym. Ciekawi mnie ten wyjazd, to jak moje życie będzie wyglądać poza Polską. Nie boję się rozstania z bliskimi, często się z nimi rozstaję przecież. Nie wiążę z tym wyjazdem żadnych nadziei, bo nie chcę rozczarowań. Nie nastawiam się na nic, a właściwie ciężko mi myśleć o czymś tak odległym. Chciałabym jeszcze po drodze osiągnąć kilka rzeczy, które sobie założyłam. Po pierwsze rozliczyć się z uczelnią, potem przetrwać obóz narciarski. Kwiecień przyniesie wiosnę, a z nią pewnie moja głowa znów ucieknie w chmury. Ale muszę skupić się na pracy licencjackiej, na nauce i na wszystkim tym. Chciałabym znów gdzieś pojechać, może Berlin, może znów Ateny? Chciałabym znaleźć wakacyjną pracę w Grecji. Tyle bym chciała, ale nie wiem ile z tego zrealizuję? Myśli ciągle gdzieś mi uciekają, a ja próbuję je przywiązać i trzymać przy sobie. Ciągle krążą w okół jednego, w okół tego, co nie powinny. Wolałabym wiedzieć na czym stoję, niż domyślać się i snuć jakieś wizje w mojej głowie, chociaż wiem, że tego nie uniknę i że na to jestem skazana. Zawsze tak było i pewnie zawsze już będzie. Miłe są to wizje, acz bardzo odległe i nieosiągalne póki co.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz