Stracilam panowanie nad tym wszystkim, co dzieje się wokól mnie. To nie ma prawa wypalić. Oboje wiemy o tym dobrze, oboje skończyliśmy dość nieudane związki, oboje boimy się zobowiązań. A jednak lgniemy do siebie, niczym ćmy do żarówki. Bez sensu. Muszę to skończyć. Póki co czuję się jakbym rzucila się w przepaść, lecąc blogo, nie czując nic. Ale w końcu nadejdzie wiosna, nadejdzie maj i nastąpi zderzenie z rzeczywistością. Cala blogość uderzy z silą rozpędzonej ciężarówki w wielką ścianę zwaną realia. Eksploduje. Z wielką silą. Zabijając wszystko wokól. Czy to ma sens?

Decyzja należy tylko do was, do ciebie. Zdecyduj czy wolisz zranić go teraz czy później. Z bólem serca będę patrzeć jak ranisz tę małą, niewinną duszyczkę.
OdpowiedzUsuń;*